Nienawidze mojego dziecka, nie umiem sie nim zając, przeszkadza mi, zadnych uczuć w stosunku do Niego nie mam. Mecze sie tylko udając dobra mamusię, tak naprawde nie obchodzi mnie czy jest
Tydzien temu urodziłam i jestem załamana. Nie kocham swojego dziecka, zajmuje się nim ale coraz częściej płacze, irytuje mnie, nie czuje z nim więzi, nic kompletnie nie czuje tylko smutek i
Niby dlaczego ktoś miał by nie egekwować wyroku sądu. Jak matka przegrała sprawę to znaczy że to dla dobra dziecka. :)
Mądre zakazy wpływają na rozwój moralny malucha, który zaczyna z małego egocentryka zmieniać się w zdolnego do wczuwania się w stany innych człowieka. Pomoc w zrozumieniu szkrabowi, że pewnych rzeczy nie wolno robić ze względu na dobro innych i dbałość o relacje z ludźmi to przede wszystkim zadanie dla rodziców. 2. Rozsądne
Przygotować się do rozmowy, której praktycznie nie ma. Każda kończy się obrażą i rozłączeniem telefonu. Nie wpuszcza mnie do swojego mieszkania i nie chve przychodzić do naszego, chociaż w święta była wspaniałą, nie do poznania… Teraz od nowa… Nie chcę od was nic, nie potrzebuję was itd.
WPHUB. Newsy. Bartek urodził się jako Zosia. Jego mama stawia czoła tabu. Dorota Mielcarek. 10.07.2019 10:04. Bartek Świercz jest transpłciowym dzieckiem. Historia Bartka, który urodził się Zosią, poruszyła Polaków. Transpłciowy chłopiec, nazywany przez mamę "Motylkiem", jest przykładem na to, że każdy ma prawo decydować o
Goście. Napisano Lipiec 6, 2016. Ja nie kocham. Dziecko prawie 12letnie, urodzilam mlodo, wyszlam za maz z powodu ciazy. Od urodzenia zajmuje sie jak nalezy, uczy sie swietnie, jest madre
problem 1. Jak skłonic dziecko do pójścia spac do swojego pokoju ? Córka 6 lat czas spania zawsze wygląda tak samo prosze , zaprowadzam ją tule śpiewam kołysanki , opowiadam bajki a jednak co chwilę przychodzi do pokoju i twierdzi że jej nie kocham bo nie pozwalam spac ze mną.
Gdy dziecko ma dwa lata, to kocham je inaczej, niż kiedy ma trzy. Źródło: Newsweek Psychologia 1/2020 Nie tylko rodzice. „Potrzeby dziecka mogą zapewniać różni ludzie”
Oczywiście, że mogłabym nie mieć dziecka - całe życie nie chciałam, dziecko pojawiło się przez przypadek i zasadniczo oprócz swojego to raczej dzieci nie kocham. Teraz mam i kocham nad życie, ale widzę, że to nie jest jedyny sposób na życie. U mnie wpadka trafiła akurat na podatny grunt - sama bym
pqQHS. Witam, Jestem 29 letnia kobietą. Od dwóch lat matką. Jestem w udanym związku z ojcem dziecka, ale nie kocham swojego dziecka. Od pierwszego dnia życia mojej córki, mam wrażenie, że nie jest moja. Sytuację pogarsza jej temperament. Jest nadpobudliwa od urodzenia. Teraz krzyczy, bije,wymusza. Co się oczywiście nasila poprzez moja nerwowość. Dodam, że od dawna cierpię na stany mocno obniżonego nastroju, bezsenność i niejednokrotnie leczyłam to alkoholem. Sytuacja z nastrojem i bezsennością bardzo pogorszyła się po porodzie i trwa nadal. Wiem, że krzywdzę swoje dziecko. Relacje z matką mają wpływ na rozwój mózgu dziecka i jego emocji na całe życie....nie wiem co mam robić. Staram się wmawiać sobie że ja kocham,ale tego nie czuje. Działa mi na nerwy strasznie i czasami w gorszej formie mam ochotę się poddać i oddać ojcu pełnię praw rodzicielskich.
Są matkami dzieci wyczekiwanych i... nie planowanych. Chłopców i dziewczynek. Spokojnych i cichych, lub małych rozrabiaków. Wszystkie je łączy jedno; głęboko skrywana niechęć do swojego dziecka... Beznadziejna matka Wiele razy słyszały, że macierzyństwo to najpiękniejsze, co może się kobiecie przytrafić. Że tylko na tym polu kobieta może czuć się w stu procentach szczęśliwa i zaspokojona. Potem długo przygotowywały się do najważniejszej roli w życiu, czytały poradniki, kompletowały wyprawkę... aż wreszcie przyszedł moment rozwiązania i rozczarowania: "Razem z mężem staraliśmy się o dziecko dwa lata. Gdy już wiedziałam, że jestem w ciąży, poczułam się, jakbym wygrała szóstkę w lotto. Cała rodzina wokół mnie skakała, wszyscy dbali o to, bym zdrowo donosiła ciążę. Kłopoty zaczęły się w piątym miesiącu, trafiłam do szpitala i tam przeleżałam już do końca. Po porodzie czułam ulgę, że nie muszę już spędzić kolejnych tygodni w szpitalu, tylko wyjdę po trzech dniach. Trochę przeszkadzał mi ból. O dziecko nie pytałam, położne same przywiozły do karmienia, pokazywały, co i jak, ale nie rozumiały, że ja chce odpocząć! W domu było jeszcze gorzej. Zaraz pojawiły się moja mama i teściowa, każda musiała pokazać mi, jak się noworodka trzyma i jak kąpie, jak przewija... Niedługo Ala skończy 2 latka. Uśmiecham się do niej, ale jest to uśmiech wymuszony. Czytam jej i bawię się z nią, ale w tym samym momencie myślę, że jest to strata czasu. Drażni mnie jej płacz, jej humory i fochy. Nie mam cierpliwości, gdy upiera się, że sama zje serek, wpadam w szał, gdy ubrudzi coś jedzeniem... Najgorsze jest jednak to, gdy widzę, jak wszyscy wokół z mężem na czele mają z małą lepszy kontakt. A może tylko lepiej niż ja udają..." Beznadzieja matka. Choć trudno w to uwierzyć, ale podobnie opisane przypadki wcale nie należą do rzadkości. Gdzie je można znaleźć? Na forum dla matek, które nie potrafią pokochać własnych dzieci! Dlaczego internet? "Czułam się jak żywy inkubator", "Jestem niewolnicą własnego dziecka"- te i podobne komentarze nietrudno znaleźć w sieci. Kiedyś były one skrzętnie ukrywane przez matki, które bały się określenia "wyrodne", dziś kobiety, które dotyka podobny problem łączą się na forach internetowych. Tam, bez obaw, że ktoś może je rozpoznać, dzielą się swoimi przeżyciami i doświadczeniami. Najwięcej wśród anonimowych matek jest oczywiście kobiet, które dopiero debiutują w tej roli. Nie mogąc się pogodzić z nagłą zmianą ról znajdują osoby, które czują dokładnie to, co one. Zaskakujące jest jednak to, że często można też spotkać wpisy kobiet, których dzieci już dawno wyrosły z pieluch, kolek i ząbkowania, które spokojnie przesypiają całe noce i nie sprawiają większych problemów. A to z kolei prowadzi do przerażającego wniosku: wiele kobiet nie potrafi zbudować trwałej więzi z własnym dzieckiem narażając je na wielkie niebezpieczeństwo... Nie tylko baby blues Praca, dom, możliwość odbywania małych i dużych podróży, spotkania ze znajomymi, rozwijanie się...- tak wyglądało ich życie przed macierzyństwem. Co było potem? Ból po cesarskim cięciu, arogancja położnych, rozczarowanie postawą męża, który "musi wyspać się, bo idzie do pracy" i... płacz dziecka. Płacz, bo tylko w ten sposób maluszek sygnalizuje swoje najważniejsze potrzeby: głód, pragnienie, mokrą pieluszkę, ale też bardzo ważną potrzebę bliskości, którą trudno zaspokoić po tym, jak dziecko zmieniło "miejsca zamieszkania" z ciepłego i mokrego wnętrza brzucha mamy na suchy i zimny świat... Nic dziwnego , ze niektóre kobiety potrzebują czasu by wejść w nową rolę. Choćby tyle, by fizycznie dojść do siebie po trudnym i bolesnym nieraz porodzie. Gorzej, gdy baby blues zmienia się podstępnie w depresję poporodową, jednak i na nią są sposoby; dobry specjalista i pomoc bliskich, którzy w nienarzucający niczego sposób potrafią zmobilizować do działania. Pomóc wreszcie może maleństwo, które samym tylko spojrzeniem ufnych oczu potrafi uszczęśliwić i uspokoić matkę. Co jednak, gdy problem wcale nie mija? Instynkt, czyli co? Ojcu wolno nie kochać swojego dziecka. Ojciec może zachowywać się, delikatnie rzecz ujmując, z dystansem wobec pociechy. I nie wzbudza to negatywnej reakcji społeczeństwa. W najlepszym wypadku tatuś, który brzydzi się kupy, nie potrafi nakarmić pociechy, ani nawet uśpić, zmienia się z czasem w kompana zabaw, który poziomem intelektualnym nie raz nie dorównuje swojemu potomkowi... Ale matka? Ona musi mieć instynkt macierzyński! Ma go wpisanego w genach. Dobra matka bezbłędnie rozpoznaje po płaczu, czego oczekuje jej dziecko, bez problemu spełnia też potrzeby malucha, nawet gdy ma on rodzeństwo i budzi się po raz piąty tej nocy. Większość kobiet jakoś sobie radzi z niedoborem snu. Większość uczy się jakoś trudnej sztuki wykorzystywania dla siebie skrawków czasu, jakie daje im doba na własne potrzeby. Ale nie każdy tak potrafi... Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko Szukanie wsparcia na forum dla "wyrodnych matek" to pomysł zły i dobry jednocześnie. Dobry, bo pokazuje, że nie jesteśmy odosobnione z tym problemem, że dotyka on wiele kobiet. Z nastawieniem, że inne osoby zwalczają ten problem, łatwiej sobie z nim poradzimy. Dlatego dziewczyny, które debiutują w roli mamy mogą wejść, pozostawić na forum swój wpis i... zająć się wypracowaniem metody, która pozwoli im ocalić kawałek siebie w rzeczywistości, która diametralnie się zmieniła. Odkąd powiem ich maluszek pojawił się na świecie, wszystkie potrzeby koncentrują się wokół niego. Jest to zjawisko całkiem naturalne, ale... warto poświęcić choćby 15 minut dla siebie, dla pielęgnowania zdrowo pojętego egoizmu. Oczywiście, we wczesnym okresie macierzyństwa najbardziej palącą potrzebą jest wyspanie się. Jednak każdego dnia możemy zrobić coś dla siebie i własnej satysfakcji. Wystarczy niewiele; prysznic z ulubionym żelem, słuchanie audiobooka podczas zabawy z dzieckiem, powrót do dawnych pasji, lub rozwijanie nowych, np. świetnym pomysłem jest fotografia. Dadzą one nam siłę i świadomość, że mamy kawałek "siebie tylko dla siebie", że możemy i mamy prawo do małych przyjemności. Warto czerpać pozytywną energię z internetu, ale... zamiast wchodzić na strony dla matek, które deklarują, że nie kochają swego dziecka, lepiej odnowić kontakty z przyjaciółkami ze szkolnych czasów, które mają dzieci w podobnym wieku. Wymiana czarnych myśli z anonimowymi ludźmi na niewiele się przyda. Proszona o radę osoba, która nas zna, na pewno potrafi podnieść na duchu i wesprzeć i... sprzedać nam swoją receptę na gorsze chwile macierzyństwa. Kim są matki, które twierdzą, że nie kochają własnych dzieci? Czy istnieje idealna Matka- Polka, dzielna i pełna poświęcenia? A może ten obraz należałoby jak najszybciej zdemitologizować, by w porę pomóc bezbronnym dzieciom słabych psychicznie i nie radzących sobie z najmniejszymi problemami matek? Czytaj też: Rozmowa o depresji poporodowej Zdjęcia: Fotolia; tekst: Joanna Bielas / MW Media
nielubiesporow Dołączył: 2016-11-20 Miasto: kraków Liczba postów: 4 20 listopada 2016, 22:19 Nie kocham mojego dziecka. Nawet go nie lubię. Nie potrafię nic na to poradzić. Udaję bo boję się ostracyzmu, wrzucam zdjęcia na FB, gdzie uśmiecham się od ucha do ucha będąc na specerze z moim synem. Wszystko to porodzie nie czułam absolutnie niczego, karmiłam piersią ale i to nie okazało się gwarantem magicznego przypływu uczuć. Teraz, gdy młody zaczyna wykazywać cechy charakteru okazuje się, że mój syn posiada te cechy, których po prostu w ludziach nie lubię. Jest złośliwy, bojaźliwy i, choć cholernie niechętnie to przyznaję, głupi. Patrzę na rzeczywistość do bólu obiektywnie, i niestety nie potrafię wyzbyć się tego obiektywizmu również wobec mojego własnego dziecka. Domyślam się, że zaraz usłyszę to, co słyszałam już dziesiątki razy - to matka i ojciec wychowują i kształtują osobowość, to matka i ojciec powinni rozwijać intelekt swojego malucha, więc jeśli dziecko jest takie czy takie - to zawsze jest wina rodzica. Wychowuję go, tak dobrze, jak umiem. Czytam mu, słuchamy razem muzyki, chodzimy do kina, teatru, do galerii. Do zoo, jeździmy na wycieczki po świecie, zawsze razem. Dbam o to, żeby od maleńkiego rozwijał w sobie ciekawość świata. Nie krzyczę. Przytulam. Mówię, że kocham. Oczywiście kłamię. Bo nie czuję nic. Może niezupełnie nic - niechęć to przecież też uczucie. Czuję, że zabrał mi wolność, że zabrał mi cały świat, który przestał zauważać mnie jako osobę, a zaczął widzieć tylko jako "matkę". Nie uważam urodzenia dziecka za wyczyn. To żaden wyczyn. Żadne osiągnięcie, a jednak jestem postrzegana tylko przez pryzmat tego. Jak to możliwe? Ja po prostu zaszłam w ciążę a potem urodziłam. Ludzie....Osiągnęłam sukces naukowy i finansowy, zrobiłam i nadal robię masę (w mojej ocenie) dobrego dla świata, a jednak jestem przede wszystkim matką. Nie godzę się z tym, nie chcę tego, nie chce być tak postrzegana. Boli mnie to kocham mojego dziecka, które wcale nie było wpadką. Nie śmieszą mnie jego, w ocenie otoczenia słodkie, potyczki. Nie czuję, bym chciała się dla niego jeszcze bardziej poświęcić. Nie czuję nic, poza coraz większą frustracją i zdenerwowaniem.. To koszmar. Największy koszmar, jaki mogłabym sobię na tę chwilę wyobrazić. Przy zmysłach trzyma mnie mój partner. Wie o wszystkim, o moich uczuciach i mojej walce ze samą sobą. Wspiera mnie i daje młodemu dużo szczerej miłości, za nas ja nie kocham mojego syna. Zabrał mi młodość. Zabrał mi życie. Zalety z tytułu jego posiadania w moim przypadku nie zrównoważyły mi wad. Dwa razy byłam już w grupie wsparcia dla kobiet takich, jak ja - nie mam depresji poporodowej, mój syn ma już 8 lat a ja próbowałam się "leczyć" na wszystkie sposoby kiedy był mniejszy. Grupa pomaga. Jest nas więcej, świadomość ze nie jestem wynaturzeniem... robi mi pyta się starsze, bezdzietne kobiety "Czy żałujesz, że nie urodziłaś dziecka?"Nikt nigdy nie pyta "Czy żałujesz, że urodziłaś dziecko?" - zdziwilibyście się, ile z nas odpowiedziałoby twierdząco...Dziewczyny, kobiety! Jeśli nie czujecie na 100% że chcecie mieć dziecko, jeśli nie czujecie tego "mitycznego" instynktu ZANIM urodzicie - nie decydujcie się na latorośl. Przekonywać samą siebie, że oto dokonałam czegoś niesamowitego i teraz będzie już tylko cudownie, można tylko do pewnego momentu.... społeczeństwo i rodzina może was przekonywać, że będzie lepiej, że każda matka poczuje miłość. Bzdura. Koniec końców zawsze zostajemy tylko my i nasze uczucia. Moje uczucia od ostatnich 8 lat to kupa złości, smutku i bólu. Przez to, że urodziłam. Edytowany przez nielubiesporow 20 listopada 2016, 22:19 EnolaaGay 21 listopada 2016, 12:05 soraka napisał(a):sama sobie zmarnowałaś życie a oskarżasz dzieckoDokładnie. Ona jest dorosła, dziecko samo się na świat nie pchało. Można było wziąć pigułkę, dokonać aborcji, oddać do adopcji, zostawić w oknie życia. Ale to była TWOJA ŚWIADOMA DECYZJA, aby zajść w ciążę, urodzić je i zatrzymać. A teraz wykazujesz się ogromną niedojrzałością próbując zwalić winę na bogu ducha winne dziecko. Tylko Ty "ponosisz winę" i nie próbuj obwinic nikogo co się w ogóle decydowałaś na zajście w ciążę?Może dlatego, że wszędzie wmawia się kobietom, które nie czują instynktu macierzyńskiego, że tuż po porodzie, gdy się po raz pierwszy zobaczy swoje dziecko, następuje wybuch matczynej miłości i tak zostaje już do końca życia. Ile razy, choćby tutaj na forum wypowiadające się kobiety twierdziły, że choć na początku były zdruzgotane informacją o ciąży i miały poczucie, że świat się im zawalił, to później im się to diametralnie dziwnego, że jak ktoś doświadcza innych uczuć, to czuje się stracony i wkręca sobie, że coś z nim nie dobrze, że pojawił się taki temat. Nie każda matka kocha swoje dziecko. Macierzyństwo to nie jest wyłącznie bajkowy czas usłany różami. Tak już jest i trzeba się z tym pogodzić. I trzeba mówić o tym głośno, żeby te babki, które nie są w 100% pewne nie ulegały tak łatwo presji społeczeństwa. PinkFlamingo 21 listopada 2016, 12:12 EnolaaGay napisał(a):lubiekaszanke napisał(a):soraka napisał(a):sama sobie zmarnowałaś życie a oskarżasz dzieckoDokładnie. Ona jest dorosła, dziecko samo się na świat nie pchało. Można było wziąć pigułkę, dokonać aborcji, oddać do adopcji, zostawić w oknie życia. Ale to była TWOJA ŚWIADOMA DECYZJA, aby zajść w ciążę, urodzić je i zatrzymać. A teraz wykazujesz się ogromną niedojrzałością próbując zwalić winę na bogu ducha winne dziecko. Tylko Ty "ponosisz winę" i nie próbuj obwinic nikogo co się w ogóle decydowałaś na zajście w ciążę?Może dlatego, że wszędzie wmawia się kobietom, które nie czują instynktu macierzyńskiego, że tuż po porodzie, gdy się po raz pierwszy zobaczy swoje dziecko, następuje wybuch matczynej miłości i tak zostaje już do końca życia. Ile razy, choćby tutaj na forum wypowiadające się kobiety twierdziły, że choć na początku były zdruzgotane informacją o ciąży i miały poczucie, że świat się im zawalił, to później im się to diametralnie dziwnego, że jak ktoś doświadcza innych uczuć, to czuje się stracony i wkręca sobie, że coś z nim nie dobrze, że pojawił się taki temat. Nie każda matka kocha swoje dziecko. Macierzyństwo to nie jest wyłącznie bajkowy czas usłany różami. Tak już jest i trzeba się z tym pogodzić. I trzeba mówić o tym głośno, żeby te babki, które nie są w 100% pewne nie ulegały tak łatwo presji dokładnie to mam na myśli, ale przecież łatwiej jest dziś kogoś zlinczować, zamiast się chwilę zastanowić co ta osoba czuje i dlaczego. Dołączył: 2008-05-12 Miasto: Wrocław Liczba postów: 2794 21 listopada 2016, 12:14 cornflowers napisał(a):Nie zamierzam Cię potępiać za to, że nie kochasz swojego dziecka, bo to raczej trudno zmienić. Ale robić z siebie ofiarę? ON zabrał Ci młodość, zmarnował Ci życie, jest największą pomyłką? Kobieto, to nie ON pchał się na ten świat, to TY go urodziłaś i to TY go zaplanowałaś. Nie musisz go kochać, ale nie obwiniaj JEGO za SWOJE błędy, na litość boską. Może wybierz się do psychologa? Raczej go nie pokochasz, ale kiedy zdasz sobie sprawę, że to nie on jest winny Twoim błędom, i tego jak jesteś postrzegana przez społeczeństwo, może zniknie niechęć? Może zaczniesz go tolerować, albo go trochę polubisz? Byłoby Ci że Twój mąż go szczerze kocha, dobrze, że Cię wspiera. I naprawdę wielki plus za to, że starasz się nie okazywać mu swojej niechęci. Idealnie napisane - to nie dziecko jest winne. A Ty zrzucasz na niego winę i w konsekwencji go nie możesz znieść. Niech przede wszystkim dotrze do Ciebie fakt, że to Ty jesteś dorosła, Ty podjęłaś decyzje i nie masz prawa teraz zrzucać winy na kogoś innego. A jeśli sama nie możesz tego zrozumieć, to idź do psychologa. Nikt Cię nie zmusi do miłości, ale może chociaż zrozumiesz jaka jest prawda. Że to nie wina Twojego dziecka...Do kobiet, które nie czują instynktu macierzyńskiego - faktycznie taki tekst się Wam przyda, nie ma co na siłę, pod presją się decydować na macierzyństwo, bo później rodzą się dzieci, które są niekochane i nieszczęśliwe. I myślę, że choćby się najlepiej grało swoją rolę, to dziecko będzie w głębi siebie czuć, że wcale nie jest osobiście nie jestem w stanie sobie wyobrazić takiej sytuacji, bo sama jestem mamą 9 miesięcznego chłopca. I urodzenie jego pokazało mi nowy wymiar miłości, silniejszy niż jakikolwiek inny. Mimo, że są ciężkie chwile, kiedy np człowiek niewyspany a dziecko ciągle płacze.. Ale wiem, że dla tego małego człowieka byłabym w stanie zrobić dosłownie wszystko... Ale ja zawsze lubiłam dzieci i rodzina była dla mnie priorytetem... lubiekaszanke 21 listopada 2016, 12:15 EnolaaGay napisał(a):lubiekaszanke napisał(a):soraka napisał(a):sama sobie zmarnowałaś życie a oskarżasz dzieckoDokładnie. Ona jest dorosła, dziecko samo się na świat nie pchało. Można było wziąć pigułkę, dokonać aborcji, oddać do adopcji, zostawić w oknie życia. Ale to była TWOJA ŚWIADOMA DECYZJA, aby zajść w ciążę, urodzić je i zatrzymać. A teraz wykazujesz się ogromną niedojrzałością próbując zwalić winę na bogu ducha winne dziecko. Tylko Ty "ponosisz winę" i nie próbuj obwinic nikogo co się w ogóle decydowałaś na zajście w ciążę?Może dlatego, że wszędzie wmawia się kobietom, które nie czują instynktu macierzyńskiego, że tuż po porodzie, gdy się po raz pierwszy zobaczy swoje dziecko, następuje wybuch matczynej miłości i tak zostaje już do końca życia. Ile razy, choćby tutaj na forum wypowiadające się kobiety twierdziły, że choć na początku były zdruzgotane informacją o ciąży i miały poczucie, że świat się im zawalił, to później im się to diametralnie dziwnego, że jak ktoś doświadcza innych uczuć, to czuje się stracony i wkręca sobie, że coś z nim nie dobrze, że pojawił się taki temat. Nie każda matka kocha swoje dziecko. Macierzyństwo to nie jest wyłącznie bajkowy czas usłany różami. Tak już jest i trzeba się z tym pogodzić. I trzeba mówić o tym głośno, żeby te babki, które nie są w 100% pewne nie ulegały tak łatwo presji te kobiety są świadome, inteligentne i dojrzałe emocjonalne (co autorka o sobie myśli) to i tak w tą ciążę nie zajdą, ale jeśli ktoś jest... głupi to zachodzi... unodostress 21 listopada 2016, 12:18 Myślę, że wiele jest kobiet takich jak Ty tylko, że większość się do tego nie przyznaje. Ja tak patrząc w swojej rodzinie to wydaje mi się, że ojciec nie chciał dzieci. No, ale mogę się mylić w twarz mi tego przecież nie powie (mam nadzieję;)). To co się stało to się nie odstanie.. ja dla odmiany powiem coś pozytywnego - dobrze, że starasz się to zmienić (grupy wsparcia) i że nie okazujesz tego dziecku. Możliwe, że z czasem kiedy dziecko nie będzie wymagało od Ciebie tyle uwagi i opieki będziesz to wszystko jakoś lepiej znosić. Szczerze powiem współczuję temu dziecku. To musi być coś strasznego mieć matkę, która Ciebie nie kocha (bo myślę, że jakoś mimo wszystko przez ten brak miłości dajesz mu mniej niż byś dała jakbyś go kochała bezgranicznie), ale współczuję też Tobie .. Szkoda, że nie można mieć takiego miesiąca próbnego z bycia matką, np. z jakimś robotem imitującym dziecko by sprawdzić czy się do tego nadajemy ;( Dołączył: 2013-07-28 Miasto: Liczba postów: 987 21 listopada 2016, 12:19 wspolczuje Ci, tak po prostu po ludzku, wspolczuje....Ale ktos wczesniej napisal - swoj swiat kreujesz w glowie. Ja tez kreowalam- ale odnosnie innych rzeczy. I dopiero profesjonalista mnie przekonal ze moge zobaczyc cos z innej perspektywy. Nie lubie "ciumciania" nad dziecmi, ale dziecko jest odbiciem naszego zachowania. Jesli czujesz niechec, to moze psycholog dzieciecy pomoze Ci "wejsc" w glowe dziecka. Zobaczyc swiat z jego perspektywy, moze wtedy cos zaskoczy? Wazne ze probujesz... unodostress 21 listopada 2016, 12:27 lubiekaszanke napisał(a):EnolaaGay napisał(a):lubiekaszanke napisał(a):soraka napisał(a):sama sobie zmarnowałaś życie a oskarżasz dzieckoDokładnie. Ona jest dorosła, dziecko samo się na świat nie pchało. Można było wziąć pigułkę, dokonać aborcji, oddać do adopcji, zostawić w oknie życia. Ale to była TWOJA ŚWIADOMA DECYZJA, aby zajść w ciążę, urodzić je i zatrzymać. A teraz wykazujesz się ogromną niedojrzałością próbując zwalić winę na bogu ducha winne dziecko. Tylko Ty "ponosisz winę" i nie próbuj obwinic nikogo co się w ogóle decydowałaś na zajście w ciążę?Może dlatego, że wszędzie wmawia się kobietom, które nie czują instynktu macierzyńskiego, że tuż po porodzie, gdy się po raz pierwszy zobaczy swoje dziecko, następuje wybuch matczynej miłości i tak zostaje już do końca życia. Ile razy, choćby tutaj na forum wypowiadające się kobiety twierdziły, że choć na początku były zdruzgotane informacją o ciąży i miały poczucie, że świat się im zawalił, to później im się to diametralnie dziwnego, że jak ktoś doświadcza innych uczuć, to czuje się stracony i wkręca sobie, że coś z nim nie dobrze, że pojawił się taki temat. Nie każda matka kocha swoje dziecko. Macierzyństwo to nie jest wyłącznie bajkowy czas usłany różami. Tak już jest i trzeba się z tym pogodzić. I trzeba mówić o tym głośno, żeby te babki, które nie są w 100% pewne nie ulegały tak łatwo presji te kobiety są świadome, inteligentne i dojrzałe emocjonalne (co autorka o sobie myśli) to i tak w tą ciążę nie zajdą, ale jeśli ktoś jest... głupi to zachodzi...Wiesz to się wydaje takie proste, ale presja jest ogromna. U mnie w domu to już na każdym kroku dosłownie słyszę "na co to ja czekam" .. Wiele kobiet zachodzi, bo to już ostatni dzwonek itd. sama nie wiem jak się będę czuła jeśli będę miała 35 lat będę wiedziała, że to ostatni dzwonek.. to jest swego rodzaju ryzyko ;( i niektórzy na tym "wygrywają", a niektórzy przegrywają i wolą swoje życie sprzed, którego nie da się odzyskać.. myślę, że wiele kobiet bardzo pragnie dziecka, a później proza życia tak je przygniata, że zastanawiają się dlaczego właściwie tego chciały.. Dołączył: 2012-06-24 Miasto: Sopot Liczba postów: 8 21 listopada 2016, 12:30 chyba dzisiaj nie bede mogla usnac. Grupa wsparcia? Po co? Zebys ty poczula sie lepiej? dla kazdego czlowieka najwazniejsze jest byc chcianym i kochanym, nie kochac swojego dziecka? On jest czescia ciebie, czy chcesz czy nie, a moze jest po prostu tym czym ty jestes, moze jego charakter to ten prawdziwy ktory ty posiadasz. Moze to on jest pelnowartosciowa osoba z plusami i minusami, jak kazdy normalny czlowiek, a nie pustym opakowaniem zaprogramowanym na samego siebie. Jedno slowo na koniec: OKRUCIENSTWO lubiekaszanke 21 listopada 2016, 12:33 unodostress napisał(a):lubiekaszanke napisał(a):EnolaaGay napisał(a):lubiekaszanke napisał(a):soraka napisał(a):sama sobie zmarnowałaś życie a oskarżasz dzieckoDokładnie. Ona jest dorosła, dziecko samo się na świat nie pchało. Można było wziąć pigułkę, dokonać aborcji, oddać do adopcji, zostawić w oknie życia. Ale to była TWOJA ŚWIADOMA DECYZJA, aby zajść w ciążę, urodzić je i zatrzymać. A teraz wykazujesz się ogromną niedojrzałością próbując zwalić winę na bogu ducha winne dziecko. Tylko Ty "ponosisz winę" i nie próbuj obwinic nikogo co się w ogóle decydowałaś na zajście w ciążę?Może dlatego, że wszędzie wmawia się kobietom, które nie czują instynktu macierzyńskiego, że tuż po porodzie, gdy się po raz pierwszy zobaczy swoje dziecko, następuje wybuch matczynej miłości i tak zostaje już do końca życia. Ile razy, choćby tutaj na forum wypowiadające się kobiety twierdziły, że choć na początku były zdruzgotane informacją o ciąży i miały poczucie, że świat się im zawalił, to później im się to diametralnie dziwnego, że jak ktoś doświadcza innych uczuć, to czuje się stracony i wkręca sobie, że coś z nim nie dobrze, że pojawił się taki temat. Nie każda matka kocha swoje dziecko. Macierzyństwo to nie jest wyłącznie bajkowy czas usłany różami. Tak już jest i trzeba się z tym pogodzić. I trzeba mówić o tym głośno, żeby te babki, które nie są w 100% pewne nie ulegały tak łatwo presji te kobiety są świadome, inteligentne i dojrzałe emocjonalne (co autorka o sobie myśli) to i tak w tą ciążę nie zajdą, ale jeśli ktoś jest... głupi to zachodzi...Wiesz to się wydaje takie proste, ale presja jest ogromna. U mnie w domu to już na każdym kroku dosłownie słyszę "na co to ja czekam" .. Wiele kobiet zachodzi, bo to już ostatni dzwonek itd. sama nie wiem jak się będę czuła jeśli będę miała 35 lat będę wiedziała, że to ostatni dzwonek.. to jest swego rodzaju ryzyko ;( i niektórzy na tym "wygrywają", a niektórzy przegrywają i wolą swoje życie sprzed, którego nie da się odzyskać.. myślę, że wiele kobiet bardzo pragnie dziecka, a później proza życia tak je przygniata, że zastanawiają się dlaczego właściwie tego chciały.. Zaraz będę miała 31 lat. Koleżanki wokół zachodzą w ciąże, rodzina gada, facet by chciał. Ale ja nie chcę. Nie rozumiem, jak można ulec presji w takim wypadku. Dziecko to nie jest ostatni sweterek na wyprzedaży, który ktoś wykupi i już nigdy go nie kupisz w okazyjnej cenie, ale jak już go kupisz to możesz w każdej chwili odłożyć do szafy, bo ci się odpodobał... EnolaaGay 21 listopada 2016, 12:35 lubiekaszanke napisał(a):EnolaaGay napisał(a):lubiekaszanke napisał(a):soraka napisał(a):sama sobie zmarnowałaś życie a oskarżasz Jeśli te kobiety są świadome, inteligentne i dojrzałe emocjonalne (co autorka o sobie myśli) to i tak w tą ciążę nie zajdą, ale jeśli ktoś jest... głupi to zachodzi...Nie wszyscy posiadają taką super kombinację cech, która czyni ich jednostką świadomą, inteligentną i dojrzałą emocjonalnie. Niech zatem ta historia będzie przestrogą dla kobiet głupich, jak to je drogą, prezentowany w tym wątku poziom empatii mnie po prostu powala. Chyba tylko kobieta wobec kobiety potrafi być taka okrutna. Edytowany przez EnolaaGay 21 listopada 2016, 12:37
Anna usiadła przy mnie na ławce w parku i patrząc z oddali na bawiącą się śliczną dziewczynkę powiedziała: "Wiesz, chyba jej nie kocham". Tak zaczęła się nasza rozmowa. Zobacz film: "Depresja poporodowa" 32-letnia Anna jest fizjoterapeutką i dietetyczką. Bardzo dba o zdrowie swoje i rodziny. Ma zdrową cerę, zadbane długie blond włosy i idealną figurę. Nie widać, żeby kiedykolwiek urodziła dziecko. A urodziła, 4 lata temu – przeuroczą Monikę. Dziecko odziedziczyło po matce urodę i chęć poznawania świata. Wydaje się, że z matką ma wiele wspólnego. Spotkałam je podczas jednego ze spacerów. Byłam w szoku, gdy usłyszałam jej historię. Dorota Mielcarek, WP parenting: Nie kochasz? To dziecko jest chodzącym ideałem. Anna: Nie. Może kiedyś było mi wstyd się do tego przyznać, ale teraz jestem pewna. Nie kocham jej. To prawda, że jest piękną dziewczynką, bardzo do mnie podobną. Wszyscy mi to mówią, jednak ja ją tylko lubię. Nic więcej. Wiem, że musi ze mną być, że jestem za nią odpowiedzialna, ale nic poza tym. Kiedy to odkryłaś? Mąż o tym wie? To w tym wszystkim jest najbardziej tragiczne. Bardzo kocham swojego męża. Myślę, że kocham go najbardziej na świecie. To moja bratnia duszna, mój anioł stróż. Poznałam go 6 lat temu. Od tamtego dnia jesteśmy dla siebie wszystkim. Po tylu latach związku nadal jest nam ze sobą dobrze, nie jesteśmy sobą znudzeni, w sypialni dobrze się dzieje, bardzo dobrze. Mój mąż jest najlepszym mężczyzną jakiego znam, codziennie widzę w jego oczach niewymuszoną radość i miłość. Pojawienie się Moniki coś zmieniło w waszej relacji? Zacznę od tego, że Szymon, mój mąż, bardzo chciał mieć dziecko. Mówił o tym otwarcie. Zapewniał, że nadal będę miłością jego życia, nawet jak pojawi się dziecko. Zaszłam w ciążę, traktował mnie jak najpiękniejszą kobietę na świecie, nosił na rękach. Ja rosłam, byłam gruba, ale zupełnie się tym nie przejmowałam, bo w jego oczach byłam tą, na którą on chce patrzeć. Całą ciążę modliłam się, żeby urodzić chłopca. Wiedziałam, że to będzie dziewczynka, ale nadal chciałam chłopca. Nie wiem dlaczego, jakoś ciągle myślałam, że jak urodzę córkę, to będę musiała oddać jej koronę. Oddałaś? Nie. Szymon ją bardzo kocha, ale kocha także mnie. W naszej relacji nic się nie zmieniło, wciąż nosił mnie na rękach, pomagał we wszystkim. Sprzątał, gotował, przewijał dziecko, przynosił kwiaty, sprawiał, że wciąż czułam się kobietą, nie tylko matką. Skąd zatem niechęć do Moniki? Nie zrozum mnie źle, ale mąż jednak zostawiał mnie z nią samą. Musiał chodzić do pracy, to zrozumiałe, a ja nie miałam pojęcia, co mam robić z tą małą dziewczynką. Nie miałam odruchu, żeby ją całować – wręcz przeciwnie. Najchętniej oddałabym ją komuś. Dla mnie ulgą było to, że ktoś przychodzi się zająć małą. Miałaś depresje poporodową? Myślę, że tak, choć byłam u lekarza, mówiłam położnej o tym, co czuje, a oni nie reagowali. Powiedziałam Szymonowi, że ja nie wiem co się stało, ale nie chcę zajmować się naszym dzieckiem. I wtedy zobaczyłam, że go zraniłam. Spojrzał na mnie, na 3-miesięczne dziecko, które miał w ramionach i nie wiedział, co ma powiedzieć. Stwierdziliśmy, że sobie z tym poradzimy razem, pójdziemy do psychologa. Finalnie tam nie poszliśmy, ponieważ nie chciałam patrzeć, jak cierpi. Więc przeczytałam wszystkie książki i zagadnienia o instynkcie macierzyńskim i zaczęłam nad tym pracować. Wszystkim depresja poporodowa kojarzy się z najgorszym - matka chce zabić siebie i dziecko. U mnie to był brak emocji i uczuć do dziecka - tak zostało. Twoje starania zaowocowały? Na tyle, że lubię tę dziewczynkę. Lubię to, że jest do mnie podobna i taka ułożona. Nie sprawia żadnych problemów. Je nawet zielone warzywa. Myślę, że ona czuje mój brak miłości i dlatego się stara, żebym ja, jej matka, była z nią szczęśliwa. Jak tylko zobaczy Szymona, to zaczynają się czułości. Dopiero wtedy. Do mnie przytula się tylko, jak spadnie z huśtawki i płacze. Wyższa konieczność. Rozumiem jej zachowanie, mam tak samo. Nie sprawia mi to przyjemności. Jednak czujesz, że jesteś za nią odpowiedzialna? Oczywiście. Mogę jej nie kochać, ale jestem jej matką, mam wobec niej obowiązki. Muszę zadbać o jej rozwój, edukację, ruch i dietę. Denerwuje cię jej bliskość z Szymonem? Nie, ponieważ widzę jaki jest szczęśliwy. Jak mówiłam – nie oddałam korony. Teraz ona jest księżniczką, ja tak bardziej królową. Mam nadzieję, że jak dorośnie, będziemy traktowały się z szacunkiem. 1. Zapytaliśmy psychologa o opinię: - Depresję poporodową należy leczyć. Nie znam nikogo, kto sobie z nią w pełni poradzi. Objawy mogą ustąpić samoistnie, jednak trzeba je obserwować. Pani Ania zrobiła co mogła, jednak skutki widoczne są do dzisiaj. Zachęcam ją do konsultacji ze specjalistą, ponieważ nie jest jeszcze za późno na zbudowanie pełnej relacji z córką. Pani Ania ma możliwość wykorzystać bliską relację z mężem do podjęcia próby zmierzenia się ze swoim brakiem emocji. Najważniejsze jest, aby nie oceniać jej uczuć. Przyznała się przed sama sobą do tego co czuje – to pierwszy krok do podjęcia leczenia – mówi Marta Andrzejewska, psycholog. Ania wyznała, że odczuła ulgę po naszej rozmowie. Jest jej to pierwsze wyznanie i przyznanie się przed samą sobą do tego, co tak naprawdę czuje. Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez polecamy